wysokość zadośćuczynienia

Wysokość zadośćuczynienia a czas zgłoszenia roszczeń

Czy upływ czasu od zajścia zdarzenia jest czynnikiem warunkującym wysokość zadośćuczynienia?

Art. 446 § 4 Kodeksu cywilnego, dodany ustawą z 13 maja 2008 r., wskazuje, że Sąd może przyznać najbliższym członkom rodziny zmarłego zadośćuczynienie pieniężne za doznaną krzywdę. Powstaje tym samym pytanie, czy odległość w czasie między zdarzeniem a momentem wniesienia powództwa wpłynie na wysokość zadośćuczynienia.

Ustawa nie precyzuje, jaki stopień pokrewieństwa lub powinowactwa uzasadnia przyznanie wskazanego wyżej zadośćuczynienia. W braku szczególnych okoliczności, zasadniczo nie powinno budzić wątpliwości uznanie za uprawnionych najbliższych członków rodziny, za których zazwyczaj uznaje się małżonka, rodziców oraz dzieci. Warunkiem niezbędnym dla zastosowania przywołanego na wstępie przepisu jest jednak istnienie po stronie członków rodziny poczucia krzywdy. Element ten, jakkolwiek wydaje się oczywisty, może okazać się kluczowy w przypadku spraw podejmowanych po wielu latach od zajścia zdarzenia.

W wyniku działań tzw. kancelarii odszkodowawczych, w sądach relatywnie często wnoszone są sprawy dotyczące zdarzeń, mających swoje źródło kilka lub kilkanaście lat przed skierowaniem sprawy na drogę sądową. Sądy rozpatrujące takie sprawy dość rzadko odnoszą się jednak do samego faktu upływu czasu od zajścia zdarzenia jako czynnika warunkującego wysokość zadośćuczynienia. Z tego punktu widzenia za interesujące należy uznać orzeczenie Sądu Apelacyjnego w Łodzi z dnia 10 maja 2018 r. o sygn. akt V ACa 1305/17.

Stan faktyczny

W omawianej sprawie ustalono, że do wypadku komunikacyjnego, w wyniku którego zginęła matka powódki, doszło 2 sierpnia 1998 r. Sprawca wypadku został następnie skazany wyrokiem Sądu Rejonowego w Kozienicach z 5 marca 1999 r. Do czasu śmierci matki powódki mieszkały one wspólnie wraz z ojcem powódki i prowadziły wspólne gospodarstwo domowe. Z opisanego stanu faktycznego wynika ponadto, że poszkodowana przez okres 3 lat od wypadku nie podejmowała aktywności zawodowej i wykazywała oznaki silnej depresji, przy czym nie leczyła się psychiatrycznie ani nie korzystała z pomocy psychologa. Powódka zgłosiła roszczenie o wypłatę zadośćuczynienia dopiero 29 lipca 2015 r., a więc prawie 17 lat po wypadku. Ubezpieczyciel dokonał wypłaty zadośćuczynienia w wysokości 5.000 złotych, jednakże odmówił wypłaty dalszych zgłaszanych z tego tytułu roszczeń.

Rozstrzygnięcie sądu I instancji

W analizowanej sprawie istotne znaczenie miał sam fakt spełnienia świadczenia przez zakład ubezpieczeń, co w ocenie sądu przesądzało o przyjęciu odpowiedzialności. Wątpliwości, w szczególności w świetle uchwały Sądu Najwyższego z dnia 22 października 2010 r., nie budziła dopuszczalność dochodzenia zadośćuczynienia za śmierć osoby bliskiej także przed wejściem w życie art. 446 § 4 k.c. Sąd Okręgowy, uznając prawo zwiększenia zadośćuczynienia już wypłaconego powódce o 50.000 złotych, odmówił jednocześnie uznania zgłoszonych roszczeń na kwotę dodatkowych 45.000 złotych. Sąd Okręgowy wskazywał przy tym, że istotną rolę przy ustaleniu zadośćuczynienia w wysokości 50.000 złotych odgrywał fakt bardzo bliskich relacji pomiędzy powódką a zmarłą matką. Z drugiej strony, sąd zważył na to, że powódka przez bardzo długi czas nie zgłaszała roszczeń z tytułu śmierci matki, co może świadczyć o tym, iż krzywda była na moment zgłoszenia roszczenia mniejsza niż bezpośrednio po zdarzeniu.

Rozstrzygnięcie sądu II instancji

Sąd Apelacyjny, wydając omawiane orzeczenie, utrzymał co prawda wysokość przyznanego powódce zadośćuczynienia, ale jednocześnie wskazał, że Sąd Okręgowy dokonał błędnej wykładni art. 448 k.c. Sąd II instancji zwrócił uwagę na to, że zadośćuczynienie przysługuje nie tylko przez wzgląd na emocje i cierpienie w okresie żałoby, ale przede wszystkim na krzywdę wynikającą z utraty bliskiej osoby. Stanowisko takie należy uznać za zgodne z wyrokiem Sądu Najwyższego z 29 listopada 2017 r., sygn. akt II CSK 137/17. Orzekający skład argumentował ponadto, że dłuższy okres od zdarzenia pomaga wręcz w lepszej ocenie cierpień powódki. Co ważne, upływ czasu nie został całkowicie zignorowany przez Sąd Apelacyjny. Zdaniem sądu miał on znaczenie dla określenia właściwej wysokości zadośćuczynienia należnego pokrzywdzonej.

Wnioski dla praktyki

Analizowane orzeczenie wpisuje się w dotychczasową, kształtującą się linię orzeczniczą w zakresie tego, jakie znaczenie ma czas zgłoszenia roszczenia o wypłatę zadośćuczynienia dla jego przyznania oraz ustalenia jego wysokości. Relatywnie krótki czas od kluczowego, z punktu widzenia omawianej problematyki, orzeczenia Sądu Najwyższego, nie pozwala na jednoznaczną ocenę, czy będzie on ostatecznie wyznaczał docelowy kierunek linii orzeczniczej.

Jak wynika z analizowanych orzeczeń, sam upływ czasu, po jakim następuje zgłoszenie roszczenia, nie może stanowić podstawy do odmowy wypłaty zadośćuczynienia. Z najnowszego orzecznictwa można także wysnuć wniosek, że moment zgłoszenia nie ma także decydującego znaczenia dla ustalenia rozmiaru krzywdy. Nie jest on bowiem „szacowany” na moment zgłoszenia roszczenia, lecz na moment największego przeżywanego cierpienia. Dokonywanie „wstecznej” oceny przemawia jednak za tym, by wysokość należnego zadośćuczynienia obliczać według wartości na chwilę powstania krzywdy.

Z innej perspektywy

Wobec kształtującej się linii orzeczniczej, warto pochylić się nad analizowanym orzeczeniem oraz przywołanym wyrokiem Sądu Najwyższego z 29 listopada 2017 r. Wskazują one zgodnie, że za kluczowy należy uznać nie tyle moment największego poczucia krzywdy, co sam fakt powstania tego poczucia. Rozumowanie takie znajduje swoje oparcie na gruncie obowiązujących regulacji Kodeksu cywilnego.

Jeżeli odwołamy się do przyjętych szeroko pięciu etapów przeżywania żałoby (zaprzeczenie, gniew, targowanie, depresja, akceptacja) powinniśmy zastanowić się, w którym z etapów możemy mówić o  zmniejszonym poczuciu krzywdy. Przez „krzywdę” rozumiemy cierpienia fizyczne i moralne. Z etapów przeżywania żałoby wynikałoby, że pokrzywdzony w etapie akceptacji powinien powoli godzić się z losem, a co za tym idzie poczucie krzywdy – na tym etapie – należałoby uznać za relatywnie najmniejsze.

W przeciwieństwie do szkód majątkowych, rozmiar krzywdy, także w przypadku braku jej kompensacji poprzez zapłatę zadośćuczynienia, ulega zmianie w czasie. Należałoby przyjąć, że cierpienia moralne czy fizyczne z czasem się zmniejszają lub ustają.

W związku z tym, można rozważać celowość wypłaty zadośćuczynienia po tak długim czasie, jak w omówionym orzeczeniu. Warto wziąć pod uwagę fakt, że cierpienie jest stanem emocjonalnym bardzo subiektywnie odczuwanym, dlatego też trudno jest oszacować jego „wartość” w pieniądzach. Rodzi to dość duże ryzyko nadużyć i prób zawyżenia kwoty odszkodowania ponad faktycznie odczuwaną krzywdę. Z drugiej strony, przed wydaniem wyroku sądy powinny rozważyć powód, dla którego poszkodowany nie wystąpił wcześniej z roszczeniem o zadośćuczynienie. Przyczyny te mogą być skrajnie zróżnicowane, włączając w to zarówno chęć wzbogacenia się, niezgodną z funkcją zadośćuczynienia, jak i długi okres leczenia traumy, za który tym bardziej należy się rekompensata.


Autor: dr Maciej Balcerowski